Weekendowy bieg w śnieg

Kiedy w czwartek ładowaliśmy się do pociągu relacji Poznań – Szczecin pozostawialiśmy za sobą czarne ulice i zmarznięte chodniki. W Stargardzie przywitała nas piękna, biała, zimowa zamieć. Już wtedy wiedziałem, że nie straciliśmy tak wiele jakby mogło się wydawać. Weekend miał minąć pod znakiem sportu i towarzyskich spotkań.

Piątkowy poranek, pomimo trzystopniowego mrozu, przywitał nas radosnymi promieniami słońca. Po szybkim śniadaniu wraz z Broniarem zamontowaliśmy się w sportowe stroje i ruszyliśmy w teren. Adaptacyjne 10 kaemów do pobliskich Grzędzic minęło szybko. Tempo konwersacyjne. Śnieg raczej miękki, stopy momentami zapadały się w dość świeży puch. Biegło się lekko, przyjemnie, bez większego wysiłku, choć kroki musiały padać raczej ostrożne. Treningi stabilizacji stawów skokowych i kolanowych przyniosły właściwy efekt. Widoki na zaśnieżone pola niezapomniane. Jak niewiele trzeba by zobaczyć magię w dobrze znanym terenie.

Wieczór minął na kibicowaniu naszym skoczkom. Później wraz z Łukaszem i Ewą sami nabieraliśmy rozpędu na lokalnym stoku tnąc powietrze na wykopanych z odmętów piwnicy sankach. Było jak za dzieciaka, tylko górka jakby mniejsza.

Sobota należała do wyciskania siódmych potów na siłowni. Zima to dobry okres, by wpleść do codziennego treningu trochę zajęć w zamkniętym pomieszczeniu, gdy warunki na powietrzu nie są sprzyjające. Obleciałem zestaw kardio na rowerze i orbi. Teraz jestem już utwierdzony w przekonaniu, że muszę wrócić do tego elementu w planie tygodniowym, bo wycisk był nieziemski. Oczywiście wieczorem obowiązkowy spacer.

IMG_20170108_131154.jpg

Na niedzielę przewidzieliśmy z Bronkiem dłuższe wybieganie. Z racji tego, że nasze śniegowe wojaże nie mają zbyt długiej historii nie chcieliśmy przeginać. Ruszyliśmy, znaną nam z letnich wybiegań, trasą po terenach nadleśnictwa Kliniska. 22 keamy stanowiły pewnego rodzaju wyzwanie. Niedziela była mniej przyjazna pogodowo. Za oknem temperatura w okolicach minus 7 stopni, wiatr i brak słońca. Najtrudniejsze okazały się odcinki na otwartych połaciach, gdzie wiatr zagarniał na ścieżkę śnieg z pól tworząc zaspy. Biegło się w tym trochę jak po wydmach. Element siły biegowej dynamicznej zaliczony. Nie zmienia to faktu, że biegło się całkiem dobrze, a widoki wynagrodziły poniesiony trud.

Weekend w Stargardzie nie był tylko pretekstem do zrobienia ciekawych treningów. Mogłem pobiegać z ojcem, co zawsze sobie cenię. Spędzić odrobinę czasu ze znajomymi by znów poczuć się jak dziecko chcące zjeżdżać z górki jeszcze raz! Rozegrać emocjonujące partie w Kingrunnera w domowym zaciszu.

Na minioną końcówkę tygodnia miałem aż za dużo planów. Od przybytku czasem głowa boli. Długi weekend zamiast na zwiedzaniu zamków, czy przemierzaniu szlaków Gór Sowich, spędziliśmy z Torcikiem na Pomorzu Zachodnim. Malbork, Gdynia, Sokolec i Srebrna Góra muszą poczekać. Stargard znowu wziął nad nami górę i nie mogliśmy żałować. To był udany czas.

A Wam jak mija zima?

keep runnin’


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s